Robiła coś czy nie robiła? Najlepsze zabiegi dające naturalny efekt — rozmowa w Dr Emma's Lab
Rozmowa dr Marka Pituchy w podkaście Dr Emma's Lab o etyce, naturalnym pięknie, Skinspan, ozempic face, terapiach łączonych i tym, kiedy lekarz powinien odmówić zabiegu.
O czym rozmawialiśmy
- 01:23 — Koncepcja Natural Beauty Doctor
- 04:05 — Dysmorfofobia i etyka w medycynie estetycznej
- 06:29 — Natural Beauty: nikt nie wie, że robisz zabiegi
- 07:50 — Czym jest Skinspan i dlaczego zmiana stylu życia jest ważniejsza niż jakakolwiek procedura
- 09:58 — Priming skóry
- 11:41 — Ozempic face — dlaczego nagła utrata wagi wymaga nowej strategii zabiegowej
- 18:11 — Peptydy i terapie peptydowe
- 19:10 — Autorskie zabiegi: smartlifting i osteopatia estetyczna
- 26:05 — Badania naukowe a światło szerokopasmowe
- 27:22 — Retinol i SPF — fundament codziennej pielęgnacji
- 35:15 — Medycyna estetyczna dla mężczyzn — dlaczego trzeba uważać na feminizację
- 40:37 — Trzy kluczowe nawyki, które realnie zmieniają kondycję skóry
Więcej o tym odcinku
Filozofia Natural Beauty w medycynie estetycznej: Dlaczego spersonalizowana profilaktyka i styl życia wygrywają z agresywnymi metamorfozami?
Współczesna medycyna estetyczna znajduje się w punkcie zwrotnym. Po latach dominacji przerysowanych, powtarzalnych metamorfoz i nadmiernego stosowania wypełniaczy na bazie kwasu hialuronowego (zjawisko określane w literaturze medycznej jako overfilling face syndrome), do głosu dochodzi nurt Natural Beauty. Oparty na holistycznym podejściu do organizmu, spersonalizowanej terapii oraz medycynie długowieczności (longevity), redefiniuje on pojęcie atrakcyjności i dbania o siebie.
Podczas najnowszego odcinka podcastu, dr Emma oraz dr Marek Pietucha – doświadczony lekarz medycyny estetycznej i twórca koncepcji Natural Beauty Doctor – podjęli dyskusję o tym, jak nowoczesna nauka pozwala zachować zdrowie i młodość skóry bez zmieniania naturalnych rysów twarzy.
Psychologiczny aspekt medycyny estetycznej i pułapka mediów społecznościowych
Jednym z największych wyzwań współczesnych gabinetów lekarskich jest zjawisko dysmorfofobii oraz zaburzeń postrzegania własnego ciała, stymulowane przez algorytmy i filtry w mediach społecznościowych. Pacjenci, nierzadko bardzo młodzi, zgłaszają się do placówek medycznych z nierealistycznymi oczekiwaniami, żądając inwazyjnych procedur chirurgicznych (takich jak lifting operacyjny przed 30. rokiem życia), do których nie ma żadnych wskazań medycznych.
„Moją rolą jako lekarza jest wejście w sztywne ramy etyki zawodowej, rzetelna edukacja i ochrona pacjenta przed decyzjami, które zamiast pomóc, zmuszą go w przyszłości do podjęcia psychoterapii” – podkreśla dr Marek Pietucha.
Podstawą udanej i bezpiecznej terapii jest zawsze szczegółowa, godzinna konsultacja połączona z analizą anatomiczną i anatomiczno-funkcjonalną twarzy. Zadaniem lekarza jest odnalezienie źródła problemu, a nie bezrefleksyjne wykonywanie zabiegów pod dyktando pacjenta.
Algorytm „Skin Span” i zasada Evidence-Based Medicine (EBM)
Zgodnie z najnowszymi wytycznymi światowych dermatologów i publikacjami z zakresu skin span, procedury medycyny estetycznej stanowią dopiero drugi etap dbania o jakość tkanki skórnej. Na pierwszym miejscu niezmiennie znajduje się styl życia:
- Efektywna regeneracja nocna (sen): Kluczowa dla niwelowania przewlekłego stresu i aktywacji procesów naprawczych.
- Aktywność fizyczna: Badania kliniczne jednoznacznie dowodzą, że u osób regularnie trenujących struktura kolagenu jest gęstsza, a ilość elastyny znacząco wyższa.
- Eliminacja czynników szkodliwych: Palenie tytoniu wywołuje tak silny stres oksydacyjny w komórkach, że wykonywanie zaawansowanych procedur gabinetowych staje się nieefektywne ekonomicznie i biologicznie. Proponowanie intensywnych terapii osobom czynnie palącym, bez próby zmiany ich nawyków, stoi w sprzeczności ze sztuką lekarską.
Niezwykle istotnym elementem jest również tzw. priming, czyli farmakologiczne i kosmetyczne przygotowanie, głębokie nawilżenie oraz odżywienie skóry przed poddaniem jej działaniu zaawansowanych technologii hi-tech (np. HIFU czy laseroterapii). Skóra w stanie homeostazy znacznie lepiej i bezpieczniej absorbuje energię urządzeń, co minimalizuje stan zapalny, skraca okres rekonwalescencji i maksymalizuje końcowy efekt przebudowy tkankowej.
„Ozempic Face” – farmakologiczna utrata wagi a architektura twarzy
Gorącym tematem w środowisku medycznym są dermatologiczne i anatomiczne konsekwencje terapii analogami GLP-1 (lekami stosowanymi w leczeniu otyłości i zaburzeń metabolicznych). Gwałtowny spadek masy ciała wywołany tą farmakoterapią prowadzi do specyficznych zmian w obrębie twarzy, określanych potocznie jako Ozempic face.
W przeciwieństwie do klasycznego, stopniowego odchudzania, podczas którego tłuszcz z rejonów twarzy (szczególnie linii żuchwy i podbródka) znika na samym końcu, terapia GLP-1 wywołuje nagły zanik głębokich i powierzchownych poduszeczek tłuszczowych na całej twarzy. Dodatkowo badania wskazują na obniżenie żywotności mezenchymalnych komórek macierzystych w tkance tłuszczowej oraz ryzyko utraty masy mięśniowej (sarkopenii) przy braku odpowiedniej podaży białka i treningu oporowego. Twarz staje się ostra, wiotka i wyżyłowana. Dla lekarzy medycyny estetycznej oznacza to konieczność wdrożenia zupełnie nowych protokołów naprawczych, opartych na biostymulacji, a nie na mechanicznym wypełnianiu ubytków kwasem hialuronowym.
Nowoczesne technologie w służbie longevity: Światło szerokopasmowe (BBL)
W koncepcji zdrowego starzenia się (healthy aging) kluczowe miejsce zajmują technologie o potwierdzonym w badaniach histologicznych działaniu. Należy do nich światło szerokopasmowe (BBL). Terapia ta, uznawana w Stanach Zjednoczonych za złoty standard profilaktyki anti-aging, pozwala na modyfikację ekspresji ponad 200 genów w komórkach skóry (w transkryptomie), przywracając ich profil biochemiczny do stanu odpowiadającego młodej skórze. Regularne stosowanie tego typu fototerapii pozwala na niemal całkowite spowolnienie wizualnych i strukturalnych procesów starzenia skóry, stymulując produkcję nowego kolagenu bez ryzyka powikłań czy konieczności wyłączenia pacjenta z codziennych aktywności.
Medycyna estetyczna połączona z interdyscyplinarną współpracą (fizjoterapia powięziowa, osteopatia estetyczna, opieka stomatologiczna) udowadnia, że najlepsze rezultaty osiąga się poprzez synergię działań. Przywrócenie prawidłowego napięcia mięśniowego i dbałość o jakość skóry zawsze wygrywają z próbami sztucznego zmieniania anatomii pacjenta.
Te tematy poruszamy też na konsultacji
Pierwsza wizyta to rozmowa, nie zabieg. Porozmawiajmy o Twojej skórze i ułóżmy plan dopasowany do Ciebie.
Zarezerwuj konsultacjęDr Emma: Dziś moim i Waszym gościem jest doktor Marek Pietucha – lekarz medycyny estetycznej, twórca koncepcji Natural Beauty Doctor, a także właściciel butikowej kliniki w Warszawie. Marku, dziękuję bardzo, że jesteś tu dziś ze mną i że będziemy mogli porozmawiać o personalizacji w medycynie estetycznej oraz o Twojej filozofii.
Dr Marek Pietucha: Witam serdecznie, bardzo dziękuję za zaproszenie. Jestem teraz do Twojej dyspozycji.
Dr Emma: Czym tak naprawdę jest koncepcja Natural Beauty Doctor?
Dr Marek Pietucha: Myślę, że to nie jest tylko koncepcja – to przede wszystkim filozofia, która skłoniła mnie do zupełnie innego spojrzenia na medycynę estetyczną.
Dr Emma: Z tego, co mówią Twoje pacjentki, potrafisz poprowadzić je przez meandry medycyny estetycznej w bardzo elegancki sposób (classy way). Upiększasz kobiety, wyciągając z nich naturalne piękno. Personalizacja to klucz, ponieważ każdy przypadek jest inny. Bliskie jest mi Twoje holistyczne podejście i skupienie na pacjencie. W moich klinikach również wyznaję zasadę, że to pacjent jest gwiazdą, nad którą się skupiamy, a nie lekarz. Wszystko musi do siebie pasować. Często podaję przykład, gdy przychodzi do mnie drobna blondynka i przynosi zdjęcie znanej gwiazdy, mówiąc, że chce mieć identyczny uśmiech. Dzięki dzisiejszym narzędziom do wizualizacji możemy pokazać pacjentowi realny efekt na jego twarzy. Wtedy łatwiej o zaufanie i zrozumienie, że dany kształt po prostu do niego nie pasuje. Niestety, pacjenci są dziś bombardowani ogromną ilością informacji.
Dr Marek Pietucha: To prawda. Niejednokrotnie muszę walczyć z fałszywym obrazem własnego ciała, który pacjent tworzy w swojej głowie pod wpływem mediów społecznościowych czy filtrów na TikToku. W takich sytuacjach niezbędna jest perswazja i edukacja. Pamiętam trzydziestoletnią pacjentkę, która przyjechała do mnie z zagranicy, ponieważ nałożyła w aplikacji filtr postarzający i stwierdziła, że natychmiast potrzebuje chirurgicznego liftingu. Musiałem jej wytłumaczyć, że to nie jest procedura dla osób w tym wieku. To inwazyjny zabieg, do którego muszą istnieć konkretne wskazania medyczne, a nie chwilowe kaprysy. Zupełnie osobnym problemem jest dysmorfofobia, czyli zaburzenie postrzegania własnego ciała. Moją rolą jako lekarza jest wyznaczenie sztywnych granic i wskazanie pacjentowi właściwej drogi. Miałem sytuacje, w których piękna, młoda kobieta chciała zmienić kości policzkowe, usta i nos jednocześnie. Byłem przerażony, ponieważ takie osoby często trafiają do kogoś, kto bezrefleksyjnie wykona te zabiegi. To jednak nie rozwiąże problemu, a tacy pacjenci ostatecznie potrzebują wsparcia psychoterapeutycznego.
Dr Emma: Zgadzam się. W moim zespole obok stomatologów pracują fizjoterapeuci, osteopaci i logopedzi, a obecność psychologa również byłaby w pełni uzasadniona, choćby przy walce z dentofobią czy patologicznym porównywaniem się do innych. Ostatnio widziałam w mediach metamorfozę pacjentki, która wręcz wymusiła na lekarzu określoną estetykę, z którą wewnętrznie się nie godzę. Prawdziwe piękno polega na tym, że patrząc na kogoś, zastanawiamy się, czy to zasługa natury, czy subtelnej medycyny. Słowo „wymusiła” to czerwona flaga. Powinniśmy podkreślać piękno i niwelować oznaki starzenia, takie jak zaburzenia linii żuchwy czy pogłębione bruzdy nosowo-wargowe, ale zawsze z zachowaniem zdrowego rozsądku. Ideą Natural Beauty jest sytuacja, w której otoczenie widzi wypoczętego, pełnego blasku człowieka, nie wiedząc, jakim zabiegom się poddał. Oczywiście obowiązujące przepisy prawa zabraniają nam reklamowania konkretnych nazw handlowych produktów, ale opowiedz o swoich ulubionych technologiach.
Dr Marek Pietucha: Ustawa jasno obliguje nas do zachowania czujności w kwestiach promowania marek, jednak oryginalna, przebadana klinicznie technologia zawsze się obroni. Najważniejsze jest jednak to, kto jej używa i jakie ma doświadczenie. Dla mnie technologią numer jeden jest światło szerokopasmowe (BBL). To absolutny przełom w medycynie estetycznej, w Polsce wciąż niedoceniany, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych stanowi pierwszy wybór w terapiach poprawiających jakość skóry oraz w programach longevity i skin span.
Dr Marek Pietucha: Wybitni dermatolodzy, w tym Sabrina Fabi, którą miałem przyjemność poznać na kongresie w Paryżu, zebrali dowody naukowe potwierdzające wpływ stylu życia, diety, snu oraz procedur medycznych na długość życia skóry w zdrowiu. Powinniśmy dążyć do długiego życia w pełnej sprawności i z dobrą energią. W tym algorytmie na pierwszym miejscu znajduje się zmiana stylu życia. Badania kliniczne dowodzą, że osoby aktywne fizycznie oraz dbające o zdrowy sen mają mocniejszy, bardziej sprężysty kolagen i więcej elastyny. Procedury medyczne są dopiero na drugim miejscu. Kluczem jest tzw. priming, czyli odpowiednie przygotowanie, nawilżenie i odżywienie skóry przed zastosowaniem zaawansowanych technologii opartych na energii, takich jak światło szerokopasmowe czy HIFU. Przygotowana skóra lepiej i bezpieczniej przyjmuje energię, co skraca okres rekonwalescencji i maksymalizuje efekty.
Dr Emma: To wspaniałe, że medycyna estetyczna zaczyna stawiać styl życia na pierwszym miejscu.
Dr Marek Pietucha: Zdecydowanie. Kolejnym etapem zaawansowanej regeneracji są egzosomy, komórki macierzyste czy senolityki. Jednak na co dzień musimy zacząć od podstaw – ograniczenia stresu, niebieskiego światła przed snem i odpowiedniej diety. Ostatnio analizowałem doniesienia z dużej konferencji producentów leków z grupy analogów GLP-1. To gigantyczny rynek, ale ma też swoje ciemne strony. Wiemy już, że stosowanie wysokich dawek tych leków prowadzi do tzw. Ozempic face – gwałtownego zaniku tkanki tłuszczowej na twarzy, wiotkości skóry oraz spadku żywotności mezenchymalnych komórek macierzystych, które odpowiadają za regenerację. Miałem pacjentkę, u której po serii zabiegów laserowych i stymulujących skóra wyglądała doskonale. Po rewelacyjnej utracie 15 kg wagi za pomocą leków farmakologicznych, struktura jej twarzy całkowicie się zapadła, a nasza wcześniejsza praca została zniweczona.
Dr Emma: Zastanawiam się jednak, dlaczego nazywamy to Ozempic face, skoro identyczny efekt opadania tkanek uzyskamy przy tradycyjnej utracie 15 kilogramów w krótkim czasie?
Dr Marek Pietucha: Przy tradycyjnym odchudzaniu twarz, a zwłaszcza okolica podbródka i linii żuchwy, chudnie zazwyczaj na samym końcu. W przypadku terapii analogami GLP-1 ten proces zachodzi gwałtownie i dotyka również tkanki mięśniowej. Bez odpowiedniego treningu siłowego i diety wysokobiałkowej pacjenci tracą masę mięśniową, co widać po zmienionych rysach twarzy – przypomina ona twarz wyczynowego maratończyka, jest pozbawiona podściółki tłuszczowej, ostra i wyżyłowana. Leki te są zbawienne i przełomowe dla osób z realną otyłością i zaburzeniami metabolicznymi, jednak stosowanie ich wyłącznie z powodów estetycznych, by zrzucić kilka kilogramów bez wskazań lekarskich, jest poważnym błędem i nadużyciem.
Dr Emma: Zgadzam się. Taka terapia zawsze musi być prowadzona przez specjalistę – diabetologa lub endokrynologa. Dla nas, lekarzy medycyny estetycznej, oznacza to jednak pojawienie się nowej grupy pacjentów, którzy wymagają zupełnie spersonalizowanego podejścia i odbudowy utraconych struktur.
Dr Marek Pietucha: Dokładnie tak. Co ciekawe, sami producenci tych leków zaczynają mówić o ich potencjale w kontekście ogólnego longevity, ze względu na silne działanie przeciwzapalne. Rynek ten rozwija się błyskawicznie, jednak jako pacjenci musimy nauczyć się filtrować informacje i podchodzić do zdrowia świadomie, unikając internetowych trendów i fake newsów.
Dr Emma: Jakie autorskie procedury proponujesz pacjentom, którzy trafiają do Twojej kliniki w celu naturalnego odmłodzenia?
Dr Marek Pietucha: Nasze programy opierają się na interdyscyplinarnej współpracy kosmetologów, fizjoterapeutów i lekarzy. Przykładem jest smart lifting – zaawansowany masaż powięziowy i relaksacyjny twarzy, szyi oraz dekoltu, a także osteopatia estetyczna. Praca na głębokich strukturach powięziowych pozwala odblokować zastoje chłonne i znieść napięcia mięśniowe. Jeśli połączymy taką terapię manualną z technologią światła szerokopasmowego i podczerwienią, uzyskujemy efekt synergii. Pacjent wygląda naturalnie, ponieważ nie zmieniamy jego rysów, lecz pobudzamy naturalny potencjał regeneracyjny organizmu. Każdą terapię poprzedza godzinna konsultacja, szczegółowy wywiad medyczny oraz wspólna analiza problemu przed lustrem. Wysłuchanie oczekiwań pacjenta to fundament udanego planu terapeutycznego.
Dr Emma: To kluczowe. W moich klinikach pacjenci również często dziwią się, dlaczego przy przebudowie uśmiechu kierujemy ich do osteopaty, fizjoterapeuty czy logopedy. Dopiero po wizycie przyznają, że zrzucili wieloletnie napięcia, które miały bezpośredni wpływ na ich zgryz i wygląd twarzy. Podejście holistyczne to jedyna słuszna droga. Wspomniany przez Ciebie algorytm Skin Span, opublikowany zaledwie kilka dni temu, jasno wskazuje, że podstawą jest eliminacja czynników szkodliwych. Jeśli pacjent pali papierosy, generuje to tak ogromny stres oksydacyjny, że wykonywanie zaawansowanych procedur medycyny estetycznej mija się z celem i jest wręcz błędem w sztuce.
Dr Marek Pietucha: Zgadzam się. Zmiana nawyków to proces, ale nawet wdrożenie ich w 80% przynosi ogromne korzyści. Moje pacjentki, które są ze mną od 8 czy 10 lat, wyglądają świetnie i naturalnie właśnie dlatego, że dbamy o regularność i profilaktykę. Podstawą jest codzienna fotoprotekcja (SPF), ponieważ promieniowanie UV odpowiada za blisko 90% uszkodzeń skóry. Żaden wypełniacz nie poprawi jakości samej tkanki – on ma jedynie stanowić podparcie. W mojej praktyce rzadko sięgam po klasyczne wypełniacze, bazując głównie na naturalnej biostymulacji.
Dr Emma: W jakim wieku najlepiej rozpocząć takie działania profilaktyczne?
Dr Marek Pietucha: Okolice 30. roku życia to moment, w którym procesy degeneracyjne zaczynają przeważać nad regeneracyjnymi. To idealny czas na wdrożenie rozważnej terapii, na przykład fotoodmładzania światłem szerokopasmowym. Badania histologiczne dowodzą, że regularne stosowanie tej procedury (minimum 4 razy w roku) stymuluje ekspresję ponad 200 genów odpowiedzialnych za młodość skóry, upodabniając ją do skóry dwudziestolatków. Jeśli połączymy to z domową pielęgnacją opartą na retinolu i antyoksydantach, skutecznie opóźniamy procesy starzenia. U pacjentów po 55. czy 60. roku życia, gdzie w grę wchodzą już zaawansowane zmiany hormonalne, musimy sięgać po mocniejsze technologie – lasery ablacyjne czy intensywne biostymulatory tkankowe, czyli tzw. ciężką artylerię.
Dr Emma: A co sądzisz o działalności Bryana Johnsona, który promuje zaawansowane procedury longevity na całym ciele?
Dr Marek Pietucha: Bryan Johnson to postać kontrowersyjna, a komercjalizacja jego koncepcji nie we wszystkim mi odpowiada. Część jego eksperymentów balansuje na granicy bezpieczeństwa, dlatego realizuje je poza granicami USA. Niemniej jednak, w swoich podstawowych założeniach korzysta z technologii sprawdzonych naukowo, w tym ze wspomnianego światła szerokopasmowego. Ta technologia nieustannie ewoluuje. Gdy zaczynałem pracę kilkanaście lat temu, procedury były o wiele bardziej agresywne i mniej precyzyjne. Dzisiejsze systemy inteligentnej kontroli impulsu sprawiają, że zabiegi są bezpieczne, wysoce efektywne i nie wymagają okresu rekonwalescencji. Medycyna estetyczna nie zna jednak jednego preparatu czy jednej maszyny, która rozwiąże każdy problem. Podstawą są spersonalizowane terapie łączone. Pamiętam kongres w Monako, gdzie na wykładzie poświęconym powikłaniom po nadmiernym stosowaniu wypełniaczy (overfilling face) sala była zapełniona zaledwie w niewielkiej części, podczas gdy tysiące lekarzy uczyło się kolejnych technik podawania kwasu hialuronowego. Ja pozostaję wierny naturalności. Pacjent ma widzieć w lustrze lepszą, wypoczętą wersję samego siebie, a nie zmienioną, sklonowaną twarz.
Dr Emma: Zauważam, że ta świadomość dynamicznie rośnie wśród kobiet, a jak wygląda sytuacja w przypadku mężczyzn? Czy panowie wciąż wstydzą się dbania o wygląd?
Dr Marek Pietucha: Mężczyzn w gabinetach jest coraz więcej. Ich oczekiwania są jednak specyficzne: zabieg ma być szybki, bezbolesny, dawać natychmiastowy efekt i nie pozostawiać żadnych śladów. Anatomia męskiej twarzy różni się od kobiecej. Absolutnie zabroniona jest feminizacja rysów. Inaczej podajemy preparaty, a z toksyną botulinową w obrębie czoła u mężczyzn należy postępować niezwykle ostrożnie, ponieważ ich mięśnie mimiczne pracują zupełnie inaczej. Kluczem jest zawsze jakość skóry oraz uproszczony, ale skuteczny domowy protokół pielęgnacyjny – oczyszczanie, antyoksydacja i ochrona SPF. U panów doskonale sprawdza się regularna mezoterapia, którą planujemy tak, by ewentualne ślady zniknęły przed ważnymi spotkaniami biznesowymi. Program terapeutyczny to nie ostry dyżur – tu wszystko musi być zaplanowane z wyprzedzeniem i dopasowane do życia pacjenta.
Dr Emma: Na koniec powiedz, jaka jest Twoja najważniejsza misja jako lekarza?
Dr Marek Pietucha: Moją misją jest pozostać wiernym sobie i swojej filozofii. Ścieżka Natural Beauty bywa żmudna, wymagająca i z biznesowego punktu widzenia bywa mniej intratna niż masowe wykonywanie szybkich, przerysowanych zabiegów. Jednak satysfakcja z faktu, że pacjenci wybierają mnie ze względu na moją wiedzę, uczciwość i doświadczenie, daje mi ogromną energię do ciągłego rozwoju i śledzenia światowych doniesień naukowych.
Dr Emma: Jakie są według Ciebie trzy najważniejsze wybory życiowe, by zachować zdrowie i młodość?
Dr Marek Pietucha: Po pierwsze: efektywny sen, który jest kluczowy dla redukcji stresu i regeneracji komórkowej. Po drugie: regularna aktywność fizyczna, choćby w postaci codziennych spacerów. Po trzecie: rzetelna pielęgnacja domowa oparta na fotoprotekcji i retinoidach. Ta rutyna z czasem staje się zdrowym nawykiem, który buduje naszą kondycję na lata.
Dr Emma: Marku, bardzo dziękuję za tę niezwykle merytoryczną, inspirującą i pełną klasy rozmowę.
Dr Marek Pietucha: Dziękuję bardzo. Piękne rzeczy wymagają czasu i uwagi, a nie ma lepszej inwestycji niż inwestycja w dbanie o samego siebie.
Treść ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani rekomendacji konkretnego zabiegu. W sprawach dotyczących Twojej skóry skonsultuj się z lekarzem.